18.03.2007 rok – GRAND UNION CANAL , Watford
Dzisiaj są okropne warunki jak dla mnie.Nie nawidzę jak na przemian jest słonecznie i pochmurno , a do tego wieje silny lodowaty wiatr. Ale nie warto w wolny dzień siedzieć w domu. Wybieram się , więc na klenie. Łowienie zaczynam za Hotelem The Grove. Na początek obławiam okolice Doku nr.74.Do kanału wpływa z boku jeszcze jedna odnoga z bierzącą wodą , więc mam przeczucie , że u jej końca czaić się będą klenie i okonie. Łowię tam dobre 20 minut , ale bez efektu. Tym czasem wiatr się wzmaga.Kręci niemiłosiernie.Raz zachodzi mnie z boku , raz od tyłu.Lubię wiatr od pleców , gdyż pomaga znacząco w rzutach , ale bocznych nie nawidzę Ale co zrobić aura nie wybiera. Idę za Dok 74 i obławiam prostkę , która tydzień temu przyniosła mi pięknego klenia. Po około 15 minutach łowienia mam strzał w kij!!! Wiem , że to kleń.Ładny kleń. Na początek odjeżdża mi ładnych parę metrów.Zaczynam pompować.Podchodzi pod brzeg , ale jest jeszcze na tyle silny , żeby mi kilkakrotnie odjechać na hamulcu. Jest mój!Krótka sesja , mierzenie i do wody. Miał 43 centymetry. Łowię dalej. Cały czas wieje i powoli czuję , że robi się zimno. Cóż , ciężko jest się schronić lub bardziej zabezpieczyć przed zimnym wiatrem.Dobrze , że mam dobrą wiatrówke na sobie. Zaczynam obławiać kolejny krzak pod przeciwległym brzegiem.Rzucam przynętę jak najbliżej krzaka i czekam , aż przynęta opadnie w okolice dna , po czym ruszam… Mam kolejne branie w okolicy gałęzi. Ryba walczy ostro , ale nie jest tak silna. To kleń. Po chwili jest mój. Ma 34 cm. Idę teraz za autostradę.Jeszcze pozostała godzina dnia , więc trzeba się przyłożyć. Może wieczorem uderzy mi sześćdziesięcio centymetrowy prosiak??O niczym innym nie marzę w tej chwili. Po przejściu około 50 m. prostką czuję branie i po braniu ten fantastyczny odjazd na hamulcu na około 10 metrów. To kolejny kleń. Wiem , że jest ładny , więc nie traktuję go nonszalancko. Przeciwnika trzeba szanować. Pompuję delikatnie i klękam na brzegu , żeby go nie denerwować.Jest coraz cieplejsza woda , więc zauważyłem , że i klenie robią się ruchliwsze w wodzie. Ciekawe jakie będą latem… Po około 5 min. Mam go na brzegu. Jest gruby jak prosiak! Takie lubię. Sesja , mierzenie i może wracać do wody. Miał 46 cm. Robi się powoli szaro , więc koncentruję się jeszcze bardziej.Z zimna założyłem już nawet rękawiczki. W krótkim czasie wyjmuję dwa krótkie szczupaki. A po nich w środku kanału mam kolejne branie. Ciekawe co to , bo nie ciągnie jak kleń. Ryba ciągnie dziwnie do dna.Po chwili ukazuje się moim oczom. To okoń.I powiem , że bardzo ładny.Kilka odjazdów i mogę go podebrać ręką. Ma 36 cm. Magiczny jest ten wieczór. Zimny , wietrzny , a zarazem taki spokojny. I ryby dopisują. Teraz jest odpowiednia pora na półmetrowego klenia. Zaczynam się już cofać i obławiam już obłowione miejscówki Łowie tak jak wczesniej.Rzut pod przeciwległy brzeg lub jak najbliżej gałęzi. Mam kolejne branie. To na pewno kleń. Odjeżdża pięknie.Aż się chce patrzeć. Oceniamgo wstępnie na czterdziestka , ale niezapeszam. Mam go prawie przy brzegu i w tym momencie wypina mi się z wyżej nie ustalonych przyczyn. No , cóż. Takie jest wędkarstwo. Piękne…. Surowe… Bez współczuc… Nie mogę się już doczekac nastepnego weekendu. Nastepnego weekendu i spotkania z Angielskimi kleniami w roli głównej.
|