Dobra, znam juz kilka telefonow (do niektorych osrodkow na wyspie)

Drogowiec           - Turystyczna 1   - (0-58) 3080771
Neptun              - Teczowa 12      - 3080775
Osr. Urzedu Celnego - Nadwislanska 9  - 3080799
Jantar              - Falowa 3        - 3080755
Relax               - Barwna 1        - 3080728
Bursztyn            - Falowa 8        - 3080742

Hotele:
Alma   - Falowa 4    - 3080794
Mewa   - Lazurowa 4  - 3080774

Michal


· 

| Napisz do swoich cudz. znajomych (nieznających polskiego języka)
"Szekspir",
| "Szopen" i poczekaj na reakcję...

Nie omieszkam.

| Ja przeczytam "Kvashnevsky", ale oni nie przeczytają "Szopen" (Anglik
| przeczyta inaczej, Francuz..., a jak już przeczytają po swojemu, to nijak
| nie domyślą się, że idzie o słynnego Chopina)...
| Dlatego też nasze lotnisko nazwano im. Chopina, a nie im. Słowackiego,
| Mickiewicza, Modrzejewskiej, Jagiełły...

Raczej dlatego, że Chopin jest najbardziej znanym Polakiem na świecie
(Kopernika, Wałęsę i Karola Wojtyłę zostawmy na boku ;) ).

--
Rafał "Negrin" Lisowsk


i
Nie byłby taki znany mając nazwisko "Brzęczyszczykiewicz"...
Zbadaj (socjologia) wpływ trudności z zapamiętanie i pisownią nazwiska na
sławę (artyści, choćby Jantar)... Także nazwy zespołów muzycznych liczących
na wojaże...
Może ktoś mi przypomni, czy nasze znane hotele nazywają się "Kopernik" i
"Heweliusz", czy "Copernicus" oraz "Hevelius"?
I o czym to świadczy?
Jak nazwano by pensjonat na cześć aktorki (gra ją Janda) licząc na zagr.
klienta - "Modrzejewska" czy "Modjeska"?

Mirnal


Mirnal:

Nie byłby taki znany mając nazwisko "Brzęczyszczykiewicz"...
Zbadaj (socjologia) wpływ trudności z zapamiętanie i pisownią nazwiska na
sławę (artyści, choćby Jantar)... Także nazwy zespołów muzycznych
liczących
na wojaże...
Może ktoś mi przypomni, czy nasze znane hotele nazywają się "Kopernik" i
"Heweliusz", czy "Copernicus" oraz "Hevelius"?
I o czym to świadczy?
Jak nazwano by pensjonat na cześć aktorki (gra ją Janda) licząc na zagr.
klienta - "Modrzejewska" czy "Modjeska"?


W przypadku Modrzejewskiej nie był to chwyt marketingowy. Jej nazwisko
rzeczywiście było zbyt trudne do  w y m ó w i e n i a  dla amerykańskiej
publiczności, dlatego, o ile dobrze pamiętam, sama skróciła je, odejmując
kilka
liter i stało się ono niejako pseudonimem artystycznym, a nie
zangielszczonym
nazwiskiem (jak np. Kvashnievsky).
A nazwa pensjonatu? Zależałaby pewnie od fantazji właściciela. Amerykanie
(wielbiciele teatru i historycy) dobrze wiedzą jak naprawdę nazywała się
Modrzejewska, pomimo tego, że nie potrafią tego nazwiska wymówić.

baya



A co byscie powiedzieli, zeby przy okazji tego calego zamieszania
wykorzystac ten wielkoformatowy sprzet i zrobic sobie rodzinne zdjecie
gdanskiej spolecznosci internetowej? Zrobilibysmy sobie podpisy i
wreszcie rozpoznawali sie wszyscy po twarzach, a nie tylko po nickach i
nazwiskach. ;)


    "30 Dni" zadeklarowało ochotę wydrukowania takiej fotografii -
"internautów końca wieku" - w jednym z kolejnych numerów :].

    Dokładnie jednak trzeba określić miejsce, gdzie spotkać będziemy się
mogli. Może dokładnie przed wejściem do hotelu Jantar (naprzeciw Sfinksa, za
Bankiem Gdańskim, patrząc od Neptuna)? Na oko - dobrze widoczne z aparatu na
podnośniku (zauważone na próbie... ;).

Proponuje wiec, zeby cale prt w komplecie stawilo sie na Dlugiej w
niedziele o 11. Moze ktos wreszcie zrobi lepsza grupowa fotke niz moje.
:)


    To się da? ;


· 

Serwis Point w Jantarze to jest biuro kurierskie.
Niczego nie naprawiaja tylko gdzies odsylaja.

W tym Serwisie w Jantarze wczesniej powiedzieli mi ze w Sopocie naprzeciwko
hotelu Europa jest serwis ktory podobno zmienia oprogramowanie ?
Mam jednak rowniez informacje ktore tego niepotwierdzily.

Pozdrowienia

Juliusz



Serwis Point w Jantarze to jest biuro kurierskie.
Niczego nie naprawiaja tylko gdzies odsylaja.


Z tego co slyszalem drobne naprawy robia! (mikrofon, glosnik, itp.)
Tak czy inaczej ja i tak wole CCS!

W tym Serwisie w Jantarze wczesniej powiedzieli mi ze w Sopocie
naprzeciwko
hotelu Europa jest serwis ktory podobno zmienia oprogramowanie ?
Mam jednak rowniez informacje ktore tego niepotwierdzily.


Tam w Sopocie to nieporozumienie!

Pozdrowienia
Juliusz


--
pozd!
TheFilip


Właściciele kempingów w znacznej mierze nie zaczęli się jeszcze uczyć hotelarstwa i obsługi klienta. Czasami zachowują się jakby nam wielką łaskę robili a to my dla nich jesteśmy w końcu klientami.
Co do doby "hotelowej" tak gdzie ja byłam obowiązywała, opuszczałam kemping do 11 bo inaczej była dopłata, jak w hotelu. Albo płaciłam za następną dobę i wyjeżdżałam przed jej zakończeniem o 18 -20 tak, jak było mi wygodnie.

A jak zatłoczenie w Jantarze? chcemy tam dojechać w trakcie kilkunastu dni?

Lokalną Organizację Turystyczną Ustka, Hotel Lubicz, Klub Garnizonowy przy Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce [...] Grzegorza Niwińskiego [...]piłkarza Mirosława Iwana [...]Urszulę Tamulis, Krzysztofa Szpota, zespół Kliwer i Klub Garnizonowy.


że tak pozwolę sobie na pytanie: ZA CO??? Za grę w Jantarze Ustka (ledwo ledwo w IV lidze), za "Drogę do gwiazd" kilka lat temu, za to, że przez wiele lat 100dniówki były w "Zamku"?

Tak więc zaczynamy:

- bardzo chętnie się spotkam z Wami. Myślę, że najłatwiej będzie się umówić przed prologiem, w okolicach bramy wjazdowej na stadion. Tam jest zawsze dużo kibiców, kierowców, można pogadać. Ja będę w ciuchach FK, więc ze wzajemnym znalezieniem się nie powinno być problemów. Co do wspólnego jeżdżenia na OS-y... No może, choć ja jeszcze nie planowałem, co i gdzie bym chciał zobaczyć. Może macie jakieś ciekawe pomysły? Bo dopiero zaczynam planować... No i nie wiem, jak to będzie, bo nie jadę sam, tylko z tatą i bratem. Rozumiecie, że to nie tylko ode mnie zależy wobec tego (chyba że poturlam do Olsztyna mojego nowozakupionego Fiata 126 WRC, ale chyba jednak wolę jechać Peugeotem )

- mam pytanie, gdzie wieczorem w Olsztynie można wyskoczyć na piwo? Mam na myśli jakąś knajpę rajdową... Moglibyśmy się umówić na wspólne imprezowanie w piątek i sobotę (w niedzielę po południu jadę do domu, żeby nie płacić za jedną noc więcej w hotelu).

- czy ktoś z zamiejscowych forumowiczów zamierza zatrzymać się w hotelu Jantar na Kętrzyńskiego? Bo ja tam właśnie będę mieszkał (zresztą trzeci raz z rzędu) i jestem ciekawy, czy ktoś będzie w pobliżu.

Na razie to tyle, jeszcze nie raz to powiem, ale do zobaczenia na trasach Kormorana

P.S. Poczekajcie, aż zobaczycie moją trąbkę "made in Pakistan"

No to mnie szukaj WB. Będę z soboty na niedziele w Jantarze ))
Wreszcie cię dorwe hehehe.


Kto kogo...

No to beka... Ale umówmy się co do jednego... Jak się spotkamy w barze na dole, to nie robimy burd publicznie, tylko idziemy na parking za hotelem

A tak poważnie, to jak już się rozlokujesz, daj znać... O ile się wcześniej nie spotkamy gdzieś na OS-ie, to trzeba się będzie umówić w hotelu...

P.S. Zdjęcie z kkr w miarę aktualne?

to krajówka? a gdzie śpicie jak jedziecie tak daleko? hotele chyba raczej z psami nie przyjmują ? A o sopocie też myślimy. Co prawda niezobowiązujo, ale kto wie


ja zawsze szukam noclegów w okolicy... w zeszłym roku nocowaliśmy w Jantarze i dojechaliśmy do Sopotu w dniu wystawy... z tego co się orientowałam jest sporo kwater przyjmujacych czworonogi w okolicy Trójmiasta a zawsze przyjemniej jest w małej mieścinie niż w dużym mieście... w tym roku biorę pod uwagę Wyspę Sobieszewską bo niedaleko, a cisza i spokój bez dużego natłoku turystów....

warto poszukać poza Trójmiastem, choć np w Sopocie są też domki kempingowe przyjmujące czworonogi

Ania

Obaj macie rację to róg Powroźniczej Mieszczańskiej (Dokładnie na mapie w miejscu gdzie jest 3), czyli dawny Jantar. Mam sentyment w tym właśnie hotelu miałem W.K.U.
A tu jeszcze parę zdjęć hotelu...->


Pilnie potrzebny domek lub hotel (lub wsparcie finansowe na hotel), Jantarowi razem z Agą grozi schronisko lub uśpienie Tak informację otrzymałam dziś od jednego z lokalnych Policjantów, sąsiedzi non stop piszą skargi, nie ma innego wyjścia. Właściciel się zamartwia na śmierć, nic nie może zrobić ze wzgledu na zły stan zdrowia, który dodatkowo przez tą całą sytuację się pogarsza. POMOCY

W Gdańsku na Powroźniczej. W odbudowywanych budynkach dawnego Hotelu Jantar, w którym miałem komisję wojskową, Zastosowano wełnę mineralną w blokach, jak styropian. Na to zwykła cegła. nie jakaś tam oklejka z klinkieru. Nawet fajny efekt im wyszedł.

Wokół byłego Hotelu Jantar praca wre na całego.
Oby tylko okoliczne bydynki nie ucierpiały.



Prezydent Lech Wałęsa agentem SB ?!


Krzysztof Wyszkowski, jeden z przywódców Sierpnia 1980, oświadczył niedawno: Niewątpliwie kamieniami węgielnymi polskiej agentury po 1980 roku są Lech Wałęsa i Marian Jurczyk.
Z dokumentów otrzymanych od anonimowego darczyńcy wynika, że Lech Wałęsa został zwerbowany jako agent SB 29 grudnia 1970 roku przez starszego inspektora Wydziału II KWMO w Olsztynie kpt. E. Graczyka. Otrzymał pseudonim "Bolek" i numer rejestracyjny GD 12535. 8 lat później młody inspektor SB M. Aftyka dokonując analizy akt Lecha Wałęsy potwierdza w notatce służbowej fakt pozyskania agenta "Bolka" - na zasadzie dobrowolności !!

Aftyka nadmienia, że pierwotnym celem zwerbowania Wałęsy była konieczność rozeznania środowiska ludzi wrogo działających w czasie i po wypadkach grudniowych 1970 roku w Stoczni Gdańskiej. Z notatki Aftyki wynika m.in., że "Bolek" podejmował próby dotarcia z donosami do sekretarza komitetu wojewódzkiego partii oraz do komendanta wojewódzkiego MO.
W roku 1971 inne źródła (jak te zawarte w aktach delegatury UOP w Gdańsku) miały potwierdzić, że "Bolek" donosił m.in. na pracowników Wydziału W-4 Stoczni Gdańskiej: Jasińskiego, Kantora i Popielowskiego jako tych, którzy podburzali załogę do podjęcia akcji strajkowej wobec narastającego protestu stoczniowców szczecińskich.
Wróćmy jeszcze do raportu Aftyki. Dowiadujemy się z niego, że na skutek donosów "Bolka" SB założyła kilka spraw. A także o tym, iż "Bolek" dał się poznać jako osobnik zdyscyplinowany i chętny do współpracy. Za przekazane informacje był wynagradzany i owo wynagrodzenie pobierał bardzo chętnie... W raporcie jest wymieniona suma za określony okres donosicielskiej służby: 13 100 złotych.
O agenturalności Wałęsy i pobieraniu za to wynagrodzenia pisała już wczoraj prasa polonijna w Stanach Zjednoczonych. Można było przeczytać m.in. o poświadczeniu sygnowanym przez "Bolka", w którym kwituje odbiór 1500 złotych od agenta SB. Pokwitowanie nosi datę 18 stycznia 1971 r. Polonusi mogli się dowiedzieć, że spotkania z "Bolkiem" odbywały się m.in. w hotelu "Jantar" w Jelitkowie. Prowadzący go esbek odnotowuje, że "Bolek" pojawia się na tych spotkaniach punktualnie i chętnie udziela informacji.

Do tego celu potrzebna będzie m.in. teczka agenta "Bolka". Tymczasem na początku prezydentury Wałęsa wypożyczył sobie teczkę agenta o tym pseudonimie, założoną w gdańskim WUSW, po czym zapomniał ją zwrócić... To gest samobójczy!
Dokumenty prezentujemy wraz z numerem.

Już za niespełna tydzień przygotowania do tegorocznych mistrzostw rozpoczną nasi juniorzy. W Siedlcach ich aktualną dyspozycję sprawdzą trenerzy, mając też okazję do weryfikacji zimowych planów przygotowań. Będzia to jedna z najwcześniejszych w historii Związku akcji (zwykle przygotowania ruszały na przełomie stycznia i lutego), ale też termin tegorocznej imprezy mistrzowskiej we Włoszech (14-23.03.) obliguje do ciężkiej pracy treningowej już w tym okresie. Powołani winni stawić się w hotelu "Arche" przy ulicy Brzeskiej 134 w czwartek, 17 stycznia do godz. 17.00 zabierając ze sobą: sprzęt na boisko (buty do rugby) i ciepły ubiór, do LA na powietrzu i na halę oraz na matę, zgodę rodziców i badania lekarskie. Lista zawodników: Budowlani Lublin - 1.Adamczyk Paweł, 2.Piotrowicz Wojciech, 3.Kędra Michał, 4.Wójtowicz Michał, 5.Skałecki Piotr (90), rezerwa: Szrejber Rafał (90); Arka Gdynia - 6.Mytych Artur, 7.Kuliński Mateusz, 8.Balbier Adrian (90), rezerwa: Zaradzki Wiktor (90), Bojke Piotr, Todek Piotr, Kucharski Mateusz (90); Budowlani Łódź - 9.Czubiński Łukasz, 10.Stolarz Sebstian, 11.Kubicki Przemysław (90), 12.Jędrzejczak Łukasz (90); Pogoń Siedlce - 13.Muszyński Grzegorz (90), 14.Lorentowicz Dawid, rezerwa: Walczuk Rafał, Pasik Damian; Orkan Sochaczew - 15.Tokarski Krzysztof, 16.Gasik Tomasz, 17.Krecisz Michał, 18.Morawski Przemysław, 19.Tokarski Piotr, rezerwa: Kamiński Jakub, Kozłowski Adam (90), Szwarc Sebastian (90); Posnania Poznań - 20.Ostrowski Sebastian, 21.Bartoszek Mateusz, rezerwa: Paszczak Borys; Ogniwo Sopot - 22.Lisiecki Sebastian, 23.Jabłoński Tomasz, 24.Furmański Oliwer, 25.Domeradzki Michał (90); AZS AWF Warszawa - 26.Krajewski Paweł, 27.Ferens Filip, 28.Remiszewski Karol, 29.Czuryłło Kordian, rezerwa: Mostyłowicz Mariusz; Skra Warszawa - 30.Paciorek Zbigniew, 31.Majcher Krzysztof, 32.Tabaka Marek, 33.Wartecz-Wartecki Marcin, rezerwa: Uszyński Tomasz, Majcher Cyprian; Lechia Gdańsk - 34.Kwiatkowski Robert, 35.Tymoszuk Artur; Jantar Pruszcz Gd. - rezerwa: Płoński Paweł (90).

Ahronie!
Podejrzliwe podejście przy "akcjach" PiSu czy jego oskarżaniu jest jak najbardziej wskazane!

Dopiero po kilku miesiącach po katastrofie Kopernika (polskiego samolotu) z reprezentacją bokserską USA i Anną Jantar na pokładzie, rozeszła się nowina, że A.J. nie była, w samolocie, bo była w tym czasie w drodze do Arabii Saudyjskiej czy innego Kuwejta! Nie sądzę, że w tej sprawie będzie ciąg dalszy. Ale liczy się i sensacyjność, i jakieś prawdopodobieństwo, jakaś dawka prawdziwości, a czas toto wyjaśni. Do dzisiaj, na razie, nic! Załóżmy taką samą sensacyjność, dozę prawdziwości do poruszanych tu spraw. Jak ocenić ich prawdziwość i ukryte cele?

Czy z Lisem jest to podobna plotka? No to załóżmy, że tak! Solorz nie przestraszył się oskarżenia przewodnicżacej Eli, że Polsat był założony przez mafię włoską! i bez względu na jakąś wizytę... zwolnił Lisa z prowadzenia Wydarzeń, jak podano, z przyczyny ekonomicznej! I z nie jednego źródła słysząc, że T. Lis rozgląda się za następnym pracodawcą, bo jak nie znajdzie, to napisze kolejną książkę, jeszcze nie zdecydował się. Również można zrozumieć, że za dużo ofert nie ma, bo inne agencje czy telewizje jeszcze się zastanawiają, chociaż zatrudnić jego już z niczym się nie wiąże. No i długo muszą się zastanawiać. Wiąże się to z tym, kto wygra wybory! Wniosek: T.Lis jest jednak anty PiSowcem, albo jest ikoną - słabym dziennikarzyną, którego nikt nie chce na razie.
Trudno też wyrokować, czy Solorz ma powiązania mafijne, czy Polsat faktycznie ma trudności finansowe lub pada, bo o tym nikt jeszcze nie pisze bez powiązania z polityką!

Nie doczytamy się tego, ale czas to pokaże. Fakt widać. Lis nie prowadzi Wydarzeń polsatowskich. Fakt bez znaczenia, ale za to będzie conajmniej mniej antypisowsko lub bardziej pro.

Solorz jest podpadnięty! Nawet o coś się sądzi! A Krauze? Faktycznie musiał on osobiście interweniować w nie swoich i lichych sprawach, w dodatku tak naiwnie! Zwłaszcza jego rozmowy z Kaczmarkiem! To też tak samo się kupy ima jak plotka o Jantar! Nie tylko Krauze, ale i ja się zastanawiam czy może on przyjechać do Polski i złożyć zeznania, a tym nie utrudniać prowadzenia dochodzenia w sprawie przecieku w hotelu Marriott i nic więcej mu nie grozi! Czy on nie obawia się innego postawionego, a na razie nie ujawnionego zarzutu dającego podstawę do aresztowania w czasie przesłuchania na kilka i dłużej miesięcy.

Stokłosa nie jest w zainteresowaniach PiSa, bo na nim nic nie ugrają. Jego sprawa jest gospodarcza czy ochrony środowiska! Kluska był ofiarą postkomunizmu, ale obecnie jest pomocnikiem PiSa. WYmyślił jakiś pakiet.

Uwaga! Tekst ten zawiera całą masę spoilerów i istnieje tylko po to, by wyjaśnić kilka nieścisłości, a może i domysłów.
Nie przeszedłeś jeszcze gry? To nie zaglądaj tu!

Post ten będzie stopniowo aktualizowany, gdy pojawią się nowe wątki, a także rozwiane zostaną obecne nieścisłości.

1. Powstaje grupa Striełoka, która obiera sobie za zadanie dotarcie do centrum Zony. Składa się ona z trzech osób - Striełoka (głównodowodzący), Ducha (kamuflaż) i Kła (speca od elektroniki - jąkały), a także dodatkowo Doktorka (zaopatrzeniowca).
2. Wszyscy trzej, jako pierwsi stalkerzy "zdrowi na umyśle", docierają do centrum Zony, ale nie zagłębiają się do Sarkofagu. Wynoszą stamtąd rzadkie artefakty - jednym z nich Striełok chwali się Doktorkowi i zapowiada kolejną wyprawę.
3. Tym razem udaje im się dotrzeć do Sarkofagu, gdzie natykają się na zamknięte kluczem cyfrowym drzwi. Następnie udają się do samego Monolitu, lecz Striełok nie zdąża wypowiedzieć życzenia z powodu ran (czy promieniowania?). Na szczęście ktoś go ratuje (Duch czy Kieł?) i wynosi stamtąd.
4. Striełok leży u Doktorka i kuruje się z choroby popromiennej. Postanawia też udać się do Monolitu samotnie.
5. Kieł kończy robić łamacz szyfru. Wraz z Duchem udają się do hotelu w Prypeci schować go. Przed wyprawą mówią o tym Doktorkowi, by ten przekazał Striełokowi.
6. Podczas powrotu Kieł zostaje zabity przez Monoliciarzy. Duch samotnie musi wracać do podziemi Agropromu i zostawić wiadomość dla Striełoka. Następnie zatrudnia się u naukowców w Jantarze.
7. Striełok po kuracji odmóżdżającej, jako Naznaczony, powraca w trupiarce. Ta zostaje zniszczona przez piorun. Naznaczony jako jedyny ocalał, zostaje uratowany przez Wilka (?) i zaniesiony do Handlarza. W międzyczasie Duch spotyka swój koniec z "ręki" kontrolera, tuż przy wyjściu z Laboratorium X16.

Resztę chyba sobie każdy sam dopowie, jednak jeżeli zajdzie potrzeba, to i kwestie "teraźniejszości" także mogę tu rozwinąć.

Wiesz, nie wiem czy można to proponować małemu dziecku, ale z doświadczenia wiem, że mnie z alergii wyleczyła dopiero akupunktura i zioła przepisane przez Tybetańczyków.Przyjmują w hotelu Jantar na Kętrzyńskiego.

Chyba w temacie

WAKACJE

Mark Belac jak na swoje lata dość szybko załapał się na ciepłą posadkę. Nie był specjalnie uzdolniony ale dzięki znajomościom ojca i własnych wrodzonych umiejętnościach lizania odpowiednich miejsc u odpowiednich ludzi zdobył angaż w mobilnej, tajnej państwowej placówce naukowej. Od miesiąca przebywał w Jantarze, będąc odpowiedzialnym za analizę danych zbieranych przez Krugłowa. Nie narzekał, siedział przed komputerem, wprowadzał dane uruchamiał skrypt i czekał aż procesor przetworzy je i wypluje wynik w postaci niezrozumiałych dla większości znaków. Był zadowolony, tym bardziej że z dodatku z tytułu pracy w warunkach szkodliwych mógł sobie pozwolić na zaplanowanie nudnych wakacji dla żony i siebie. Brakowało jeszcze 3000 rubli na opłacenie bussines klasy w samolocie i wykupienie wszystkich posiłków w hotelu. Gdy tego nie zrobi, żona znów będzie go publicznie wyśmiewać od nieudacznikow.
Placówka świeciła pustkami, sezon urlopowy w pełni. Od dwóch dni będąc jedynym na posterunku z nudów przeglądał bazy danych. Przez przypadek natrafił na opis jednego miejsca. Zajmowali się tam jakimś niezwykłym znaleziskiem, problem było to, że ostatni wpis do centralnej bazy pochodził sprzed 3 lat.
Gdybym tylko zdobył więcej informacji – Krugłow pewnie przesłałby wniosek do centrali o premię pomyślał Marc. W tej chwili wysoki, krótki dźwięk dochodzący z jego PDA, dał mu znać że w pobliżu pojawiła się jakaś osoba. Znów jakiś niedomyty i śmierdzący STALKER, traktują nas jak dobry sklep z zaopatrzeniem, zero szacunku. Nerwowy tik przemknął Markowi przez czoło, jednakże chwilke później na twarzy pojawił się uśmiech.
------------
Oleg wśród nielicznych znajomych określany mianem „Filozofa” był w wyjątkowo ponurym nastroju. Z racji tego że wolał kupić wczoraj dwie butelki wódki zamiast lżejszych leków przeciwpromiennych (nie uznawał innych środków) zabrał ze sobą za mało amunicji do swojego Desert Eagle’a. Pech chciał, że sfora wygłodniałych psów dobrała mu się do tyłka. Zmuszony do ucieczki przez bagna i gęste zarośla rozdarł nowe spodnie dopiero co zdjęte członkowi „Powinności”, który nieopatrznie odłączył się od grupy. Nerwowo wypalił 3 Biełomory na raz. Nie pomogło. Wszedł do środka placówki naukowej. Za okienkiem widział chudego rudego faceta, z nieprzyjemnym, świdrującym wzrokiem. Pestki do tego tu położył na blacie wysłużonego orzełka i butelkę wódki. Z kieszeni spodni wyjął pomięte banknoty i rzucił przed nos jajogłowego. Gdy wreszcie mógł zapełnić pusty magazynek rudzielec zaczął mu pieprzyć o jakimś zleceniu. Kasa zawsze jest potrzebna pomyślał więc nie przerywał wywodu.
...w LABX12, jedyne co musisz... Oleg ostatkiem sił powstrzymał nerwowe mruganie prawego oka. Możesz mi to wrzucić na PDA? Zapytał ochrypniętym głosem i sięgnął lewą ręką do kieszeni. Zerknął na zakładkę Kontakty – jedna pozycja. Wyprostował prawą rekę i nacisnął spust. Przetarł rękawem twarz, zapakował do plecaka resztę pudełek z nabojami oraz butelkę wódki. Pieniądze zostawił. Zamykając drzwi mruknął tylko idiota.

Ech, trochę się wtrące Już ciężko wracać do wszystkich wypowiedzi, ale coś tam dodam od siebie. Co do Hindusów, to można mieć słusznie po takim wyjeździe krzywe spojrzenie. To, że brudasy wiedziałem już wcześniej i OK. Nie spodziewałem się jednak, że potrafią być bardzo nieuprzejmi, chamscy, nawet wulgarni. Może gdybyśmy płacili wszystko tj. sobie życzą i zgadzali się na wszystkie propozycje uznałbym ich za bardzo życzliwych i gościnnych ludzi itd. Jeśli uwarzałem, że ktoś mnie oszukuje choćby na 1 rupię to nie pozwalałem na to. Wolałbym dać komu ja zechcę, a nie oszust. Umięjętność naciągania, kłamania w żywe oczy mają chyba wrodzoną, ale po prostu nie wolno im wierzyć, jakkolwiek byliby mili itp. Jak się jest na to przygotowanym podróż może być niezwykle udana i bezstresowa Osobiście nawet kłótnie uważam za ciekawe doświadczenie

Co do zwiedzania, to byłem w par tylko miejscach i mógłbym coś dodać, tudzież popolemizować.
- Jaipur - nie mam za bardzo porównania do innych radżastańskich miast, ale mi się podobało bardzo. Warto wejść w stare Różowe Miasto w stronę Fortu Tygrysiego. Tam gdzie większość turystów uderza, faktycznie może
"tłoczno". Samo wyjście (żaden inny transport!) do Fortu Tygrysiego jest na prawdę super, a widok stamtąd na miasto powalający!!! Nie wiem, czemu jakoś się pomija ten fort. Wewnątrz faktycznie średnio ciekawy, ale można tam iść ze względu na widok z dachu. Z Amberem wszyscy się tu zgadzamy Aha, dla mnie bardzo ciekawy był Jantar Mantar, ale trzebe się wcześniej o tym co nieco dowiedzieć, bo inaczej fantastyczne zegary inne instrumety staną się zwykłymi rzeźbami.
- Puszkar - dla mnie znowu super!!! Byliśmy tam całą dobę i najciekawsze dla mnie były niedługie trekkingi na okoliczne górki świątynne. Sam Puszkar OK, fajna atmosfera, tanie pamiątki, muzyka, modły. Najciekawszy jest moim zdaniem właśnie ten trekking. Nie dość, że widoczki świetne na Puszkar to jeszcze prześwietna zabawa z tamtejszymi małpami! Małp jest tam bez liku i warto je sobie poobserować.
- Agrę mieliśmy jako bazę wypadową do Koleadeo National Park (osobiście strasznie mi się podobało, ale nie każdemu musi) i Fatehpur Sikri (w końcu pomyliliśmy pociągi i zajechaliśmy do Gangabadu - kosmos, rewela ). Cały dzień starczył nam na Red Fort, T.M. i takie włóczenie się po mieście. Nie zdążyliśmy zobaczyć innych mauzoleów i co mnie boli T.M. od strony Jamuny...
- Amritsar - byłem tam 2 dni i jestem zauroczony. Do samej świątyni chodziłem częśto i na dłużej chłonąłem atmosferę, ale i do miasta. Tam wąskie uliczki, sklepiki, stragany bardzo przypadły mi do gustu. Nie jeździły tam samochody, bo po prostu by się nie zmieściły. W świątyni potrafiłem usiąść na kilka godzin i słuchać modłów, muzyki, obserwować ludzi. Dla mnie niesamowite, zwłaszcza w nocu, gdy świątynie jest cudownie oświetlona. Jeszcze jedna rzecz to nocleg w świątynnych dormitoriach. Jak ktoś spał w hotelu to ma u mnie krechę Co do dojazdu, to faktycznie trochę niefortunne jest pchać się tam z Jaisalmeru...

Wracając jeszcze do Hindusów, to czasami trzeba być mocnym by na miejscu nie stać się jakimś rasistą. Przekonany jestem jednak, że dotyczy to tylko ludzi związanych z turystyką, żyjących z niej. Oprócz nich spotykaliśmy bardzo fajnych ludzi.

Qrcze, znowu mi daleko do lakonika

Pamiętacie? Pamiętacie te turnieje? Tą atmosfere? Ile wspaniałych drużyn było?
Przypomnimy tym, którzy pamiętają i tym którzy nie znają, złote czasy polskiego paintballa, kiedy to atmosfera stała na piedestale przed rywalizacją...

Sezon 2003 Zielona Góra: Pamiętacie playersa? bo ja nie pamiętam ;] o 22 mnie wynieśli bo obrzygałem poperowi spodnie, które mu się potem spaliły :D.
Est a ty pamiętasz? ;]. Młody pobił rekord w jedzeniu kulek, skubany wygrał karton.
Salamandry wtedy dostały chyba nowe stroje, nie?
http://217.11.135.11/magazyn/image/plp2k3zg/niedziela/PLP_ZG_2K3_N_roz_03.JPG
I Bumelant obsikał się :-d
Prowizorka w swoim starym składzie:
http://217.11.135.11/magazyn/image/plp2k3zg/niedziela/PLP_ZG_2K3_N_25.JPG
Gdańsk:
Sędziowanie Desperadoz, tyle blantów nigdy nie spaliłem ;], atmosfera mega. Czarsona z prowizorki wtedy poznałem, wtedy też obrzygałem koszulke w której miałem sędziowac hehee tak to było to. Ziemowit skakał na głowe na pp, picie absynta na małysza z telemarkiem...

Szczecin 7 man (Opis Olka):
Mój pierwszy turniej w NF, połaczyliśmy sie wtedy z Despami. Dokładniej Wojtek i Tadzio. Piatek przyjazd na pole i odrazu mega najeba nie zapomne miny Janka i Karoliny jak wchodzili do mojego pokoju wyciągnac mnie na impreze, Współczułem Kubie Reniferowi spania w naszym pokoju. Poświecenie Wigiego który grał ze złamaną nogą, PP w Rockerze z której Ziemek musiał szybko zostac wyprowadzony super pizzernia obok hotelu mega turniej szkoda ze tylko tak malo drużyn było :(.

Baltic Cup 2004:
O Matko Boska to co tam sie działo to po prostu masakra........ Albert ty musisz pamiętac nasz odbiór z peronu !!!! W sumie z piątku za dużo nie pamietam ale wiem, że było fajnie!! Wieczór piątkowy przypieczętował wszystko strój Krajowego zabił wszystkich nawet ochroniarzy w Mixie :) Bardzo fajny turniej rozegrany w niesamowitej atmosferze

Cieniawa 2004:
Tu było zajebiste podłoże które zostało specialnie przywiezione na czas turnieju. Mimo wszystko nie zepsuło to atmosfery turnieju gdzie przez stolik pod scianą została wykupiona cała wódka z baru, Prowadzący Tomek666 był niezapomniany, Wojtas i jego bielizna od wietnamców, sztuczne ognie które zaskoczyły Krajowego, Pomylone spodnie Ziemka z koszem na smieci do których narzygałem. Po prostu super, Błotko w którym wytarzał sie Ziemek.

Wiele 2004:
Ja (Olek) nie wspominam turnieju za dobrze. Krajowy wspomina go bardzo dobrze, Bardzo zapuszczony głeboko w las ośrodek, beznadziejna pogoda pp w jakiejs norze gdzie Wojtek nasikał do ouzy, Pierwszy pocałunek Popera ;) (joke) Obsikany samochód Wiza, sławne słowa Wojtka Bauca "Ranger Kampi".

Gdańsk 2004:
Tu działo się wiele lecz my tego nie pamietamy ;)

Szczecin 2004:
Skoki przez przeszkody made by Jarek/NF vel Staruch, Obsikanie sciany i zrzucenie TV przez jednego z czołowych zawodników NF. Nakręcenie tropicieli przez Krajowego. Bandzi a pamietasz nasz pamiętny wieczór???. PP zrobilismy sobie razem z LP i despami w miłym klubie SCENA :). Gene który spiewał Moleste i rzucał się na siatke, wygrana Desperadoz!!

Chorzów 2004:
Nasza impreza zaczeła się już w Czwartek po którym wyrzucili nas z 1 hotelu :) Bardzo fajny turniej, PP nie było udane aale to był jedyny minus. Jestem pewien, że Jantar bardzo dobrze wspomina grę z No Name :)

Warszawa 2004
To był niestety turniej który zamknął PLP Same złe wydarzenia przegrana Despow jedynie co było fajne PP pełne chinczyków.

Na tym skończyła sie wspaniała historia PLP. My ją wspominamy bardzo dobrze i mamy nadzieje, że powstanie liga przypominajaca PLP z której bedziemy mieli podobne wspomnienia.............. Czy Wy jeszcze pamiętacie tą lige??


Promocja
Pieniądz nie-pieniądz

Kiedyś, bity przez lokalnego władcę, był regularnym środkiem płatniczym. Dziś emitowany jest przez miasto i wprowadzany do obiegu przez lokalnych przedsiębiorców. Wprawdzie można nim płacić, ale tylko w określonych miejscach i w określonym czasie. Znaleziono dla niego nowe zastosowanie - świetnie sprawdza się w promocji. Mowa o dukacie lokalnym.

W całej Polsce jest kilkadziesiąt miast, które zdecydowały się na emisję "własnych " pieniędzy. Szlaki przecierała w 2006 roku Jastarnia. Toruńskie Denary, pułtuskie Mateusze, biłgorajskie Przetaki, łomżyńskie Jantary choć wyglądają jak monety, monetami nie są. To raczej żetony albo bony towarowe, honorowane na terenie miasta. W świętokrzyskim też takie mamy. To sandomierskie Goworki, które były przebojem ostatniego lata.

Od maja do lipca mogliśmy płacić w Sandomierzu za obiad w restauracji, zakupy a nawet pokój w hotelu właśnie Goworkami. Miały wartość 4 złotych, a na rynek wypuszczono 20 tysięcy sztuk Goworków ze zwykłego kruszcu, 600 srebrnych i 100 złotych. Ponieważ było ich tak niewiele, stały się prawdziwą gratką również dla kolekcjonerów. Podobnie jak inne polskie dukaty lokalne, np. 3 merki, które na giełdach i różnego typu aukcjach osiągają cenę 90-100 złotych i są nawet bardziej pożądane niż monety okolicznościowe.

Można powiedzieć, że Goworkami historia zatoczyła koło. Sandomierz był przecież pierwszym polskim miastem, które otrzymało prawo bicia własnej monety. Mosiężne krążki o średnicy 27 milimetrów z wizerunkiem herbu miasta, które nazwą nawiązują do średniowiecznego sandomierskiego wojewody Goworka okazały sie promocyjnym strzałem w dziesiątkę i najchętniej przywożoną z miasta pamiątką. Teraz mieszkańcy i włodarze Sandomierza liczą, że emblemat umieszczony w katalogach numizmamtycznych będzie można i w przyszłości wykorzystać jako atrakcyjne narzędzie promocyjne.
W Polsce emisje okolicznościowe mają długą tradycję. W PRL-u monety takie często dołączane były po prostu do wypłaty, by nawet przeciętny obywatel mógł je sobie włożyć do przysłowiowej skarpety. Dziś towarzyszą przede wszystkim obchodom wielkich patriotycznych rocznic.

Żetony biją miasta, miasteczka, a nawet muzea. Za 3 lub 5 złotych można nabyć, na przykład, monetę promocyjną powiatu włoszczowskiego z herbem i wizerunkiem hetmana Stefana Czarnieckiego albo peronu Włoszczowa Północ, do wyboru. Niektórzy mają w swoich zbiorach zapewne własnoręcznie wybitą monetę, na przykład, z inscenizacji historycznej wizyty króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Taką gratkę dla zwiedzających, podczas ostatnich Świętokrzyskich Dni Muzeów, przygotował Zabytkowy Zakład Hutniczy w Maleńcu.

Żetony promocyjne mogą być również wykorzystywane w celach edukacyjnych. W Miedzianej Górze wybijane są monety, stanowiące replikę monety z 1826 roku - 3 grosze "z miedzi kraiowey". Trojaki pojawiły się wówczas na polskim rynku w niewielkiej ilości, w emisjach okolicznościowych, mających upamiętniać fakt wydobycia miedzi w Polsce.

źródło: wrota świętokrzyskie

Jurata to litewska nazwa bogini Bałtyku. Legenda głosi, że Bogini Jurata zakochała się w ubogim rybaku. Jej ojciec - Bóg morza Gorka - bezskutecznie nalegał, by nie spotykała się z rybakiem. Gdy gniew jego sięgnął szczytu, roztrzaskał podwodny pałac córki zbudowany z bursztynu (zwanego też jantarem). Do dzisiaj szczątki owego pałacu można znaleźć na plaży w postaci bursztynowych okruszków. Szczególne walory klimatyczne i krajobrazowe dała początek Juracie. W 1928 r. bogaci przemysłowcy zakładają Spółkę Akcyjną "Jurata". Spółka posiadając rządową koncesję wydzierżawiła 150 ha terenów państwowych na Półwyspie Helskim i rozpoczęła prace zmierzające do budowy wielkiego uzdrowiska na skalę europejską. Polska do tej pory nie posiadała uzdrowiska morskiego. W broszurze reklamowej wydanej na tę okoliczność czytamy m.in.: "(...) stała temperatura jest w tej miejscowości o wiele łagodniejsza, wobec przykrycia lasów, chroniących przed wiatrem, niż to ma miejsce w Gdyni i nawet w Warszawie, oraz na całym wybrzeżu morskim. Jeszcze większa różnica na korzyść Juraty daje się zauważyć pod względem ilości dni słonecznych o wysokiej insolacji". Pomiędzy rybackimi wioskami zaczęła powstawać miejscowość o nowoczesnej zabudowie, zaprojektowana i wyposażona zgodnie z najnowszymi koncepcjami tego typu ośrodków w Europie i na świecie. Jurata stała się najnowocześniejszym kurortem w przedwojennej Polsce, zyskując sobie miano polskiej "Palm Beach". Powstawały wille, domy letniskowe, hotele. W latach trzydziestych zbudowano między innymi pensjonaty: "Florida", "Wielkopolanka", "Marina", "Hungaria", "Mewa", "Marysieńka", "Bałtyk", "Mira", pensjonat "Mrozik", "Helunia", "Przedwiośnie". Większość z nich, funkcjonuje do dziś choć troszkę są zmienione. Pierwszy sezon letni został uroczyście ogłoszony w maju 1931 roku. Najbardziej znanym i ekskluzywnym miejscem był hotel "Lido" (1932/1933), który gościł znamienitych gości ze świata kultury i polityki. Bywali tu Egeniusz Bodo, Tola Mankiewiczówna, siostry Halama, Jadwiga Smosarska, gen. Władysław Sikorski, Jan Kiepura, Wojciech Kossak i jego córki - Maria Jasnorzewska - Pawlikowska . Odbywały się tu sobotnie bale a do tańca grały słynne warszawskie orkiestry. Swoje letnie rezydencje mieli w Juracie Ignacy Mościcki, minister Józef Beck, hr. Potoccy, ks. Czetwertyńscy,i hr. Tyszkiewiczowie. W 1935 r. rozpoczęła działalność "Cafe-Cassino", w której na balach (dancingach) pojawiała się cała śmietanka towarzyska Juraty. Dziś prawie w tym samym miejscu znajduje się hotel "Bryza". Sławę zyskała kawiarnia - galeria "Juratka", której właścicielem był artysta malarz Wiesław Poznański. Częstymi gośćmi byli w niej Mieczysław Lurczyński, Wojciech Weiss, Wojciech Kossak. Jurata przyciągała wszystkich, dojeżdżali do niej letnicy z całej Polski. Kursowała kolej wybudowana w latach 1922/23 a od 1935 dzięki budowie szosy można było dojechać tu automobilem.

Pozwolę sobie na krótkie podsumowanie Szybowcowych Mistrzostw Polski w klasie Klub A, które rozgrywały się w Częstochowie w terminie 1-9.08.2008.

Jako junior byłem przygotowany na te zawody po juniorskiemu. Przypomniały mi się czasy, gdzie na zawodach były iście spartańskie warunki - królowały Nysy i wózki Krakus a o pomocniku nikt nawet nie myślał. Pierwszego dnia zepsuł mi się samochód i do końca zawodów służył jako łóżko na kółkach. Ze stoickim spokojem wyczekałem grajcarowania szybowca na płycie lotniska, po pierwszych polach w konkurencji, szybowiec noc spędzał na wózku. Pełną gotowość do zawodów osiągnąłem w środku zawodów. Pierwsze dni pokazały jak ważny jest wybór pola, upatrzone z góry parasole zgodnie z przypuszczeniami okazały się dobrze wyposażonym sklepem. Jak się już najadłem i wypiłem chłodną cole na moim polu zagościły trzy kolejne patyki. W większej grupie zawsze raźniej. Nawet jak już zostałem sam na polu czekając na transport, czas umilały mi miejscowe dziewczyny, częstując ciastem, kanapkami i gorąca kawą.

Początek zawodów był trudny i daleko musiałem się szukać w tabeli, ale różnice punktowe były naprawdę niewielkie co sprawiało, że każda następna konkurencja mogła wprowadzić duże zmiany w tabeli. Presji nie było, więc należało latać swoje, nie oglądając się na innych. Drugiego dnia podobnie jak poprzedniego na drodze do ukończenia trasy stanęła burza na trzecim punkcie zwrotnym. Doleciało tylko trzech zawodników, którzy odeszli na tyle wcześnie i tak sprawnie lecieli, że zdążyli zaliczyć punkt przed wielką ściana deszczu. Znowu kto był trochę wcześniej i wyżej, i rzucił się dalej w opad był wyżej w tabeli.

Kolejnego dnia swoja siłe pokazał Eol gnąc pobliskie wierzchołki drzew. Od rana siła wiatru wynosiła 45 km/h do 60 km/h na wysokości 1200 metrów. Lot pod taki wiatr nawet Jantarem to walka o każdy następny kilometr. Prędkość na przeskoku względem ziemi 60km/h a każdy komin to cofanie się z wiatrem. Pogoda z upływem dnia się poprawiała i uznałem, że należy poczekać, aż w stronę pierwszej strefy będzie na tyle dobrze, że da się ja w miarę sprawnie osiągnąć. Po dwóch chybionych odejściach, trzecie odejście uznałem za udane i o dobrej porze. Po osiągnięciu pierwszej strefy, lot z wiatrem przebiegał bez problemów, w kierunku drugiej strefy zaczęły się tworzyć szlaki chmur. Na szczęście w drodze powrotnej do lotniska pogoda była tak silna, że można było bezpiecznie wykonać dolot. Choć niektórzy lecąc pod tak silny wiatr przeżywali chwile grozy na dolocie.

Pogoda jak kobieta zmienną jest i po trudnych poprzednich dniach nad Częstochowę zawitał istny pogodowy teksas. Choć ranek nie zapowiadał tak pięknej pogody z czasem na niebie Cu przybywało i tworzyły się piękne szlaki. Plan dnia to po prostu „dzida” bez oglądania się za siebie. Czas oblotu konkurencji obszarowej to 2:45 Pierwszą strefę zaliczyłem dwa kilometry przed jej końcem wtedy czas w WinPilocie mi wychodził, że w środku drugiego obszaru powinienem zawrócić w strone mety. W kierunku drugiej strefy przez krótki okres pogoda była delikatnie gorsza i myślałem, że przylecę po czasie, jednak szlak jaki ustawił się na dolocie sprawił, że lecąc nawet nie wybierając, zapas ciągle się powiększał. Dobry wynik sprawił kolejny awans w tabeli.

Meteorolog na odprawie przewiduje termikę bezchmurna z możliwością wystąpienia pojedynczych chmur na wschodzie, bliżej Kielc. Trasa ponad 300km zapowiada długi lot. Przed startem wiedziałem, że większość zawodników będzie czekać z odejściem, aż ruszy cały peleton. Uznałem, że najlepszym wyjściem jest atak w pojedynkę. Samotny lot na bezchmurnej nie należy do łatwych i jest bardziej ryzykowny, jednak dawał szanse na dobry wynik. Odchodziłem 20-30 minut przed głównym peletonem. Liczyłem jednak na to, że dzięki temu nie skończy mi się pogoda na dolocie i bez problemów osiągnę metę. Tak jak przypuszczałem większość zawodników oglądała się na siebie i za długo zwlekała z odejściem, z tego powodu trafili na gorsze warunki w końcówce a część lądowała w polu. Drugie miejsce w konkurencji sprawił mój awans na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Przez dwa następne dni pogoda nie pozwoliła na rozegranie konkurencji.

Nie spodziewałem się tak dobrego miejsca w klasyfikacji generalnej Mistrzostw Polski, tym bardziej, że w bieżącym sezonie startowałem tylko w jednych zawodach. Pogoda podczas Mistrzostw okazała się bardzo ciekawa. Lataliśmy w burzach , deszczu, przy silnym wietrze, szlakach Cu, i termice bezchmurnej. Stanowi to dobry trening przed Mistrzostwami Polski Juniorów, które będą rozgrywane w Pile.
Marzą mi się kiedyś zawody na których będę miał taką sprawność organizacyjna jak inni zawodnicy: własny pomocnik, wózek avionic, system do holowania, piękny szybowiec, sprawne auto, spanie w hotelu, śniadanie, obiad, kolacja. Ale póki co mam dwa Tigery z rana... Grunt to się nie „spinać”

Mój start w zawodach był możliwy dzięki dofinansowaniu przez Gminę Konopnica, za co serdecznie dziękuję.

Jantarowe łowy na gdańskiej plaży

Gorączka bursztynu zapanowała 3 lipca na plaży w Gdańsku Brzeźnie. Łowcy bałtyckiego złota mogli spróbować swych sił w eliminacjach do Mistrzostwa Świata w Poławianiu Bursztynu oraz w pierwszych Gdańskich Zawodach w Poszukiwaniu Bursztynu.

W zawodach mógł wystartować każdy. By być poławiaczem bursztynu, nie trzeba posiadać specjalnych umiejętności. Wystarczą zwinne palce, dobre oko i odrobina sprytu. To przyjemna zabawa dla starszych i młodszych. Bryłki bursztynu były ukryte wśród piasku i kidziny – morskich patyków i piasku. W eliminacjach do mistrzostw, bursztyn należało odsiać z piasku i patyków za pomocą specjalnego sitka – kaszorka. Natomiast uczestnicy rywalizujący w I Gdańskich Zawodach w Poszukiwaniu Bursztynu musieli przebiec po plaży dystans 100 m z workiem wypełnionym bursztynem i kidziną, a następnie wyłowić bursztyn z solanki przy pomocy sitka. Obowiązywał limit czasowy - trzech minut. W obu konkurencjach liczyła się jak największa ilość pozyskanego kruszcu.

Zwycięzcą gdańskich eliminacji do XI Mistrzostw Świata w Poławianiu Bursztynu w kategorii senior została ubiegłoroczna tryumfatorka gdańskiej rundy, Marta Pyra. Z dorobkiem 121,8 g bursztynu zapewniła sobie udział w wielkim finale, który odbędzie się w Jantarze, 12 lipca 2009 r. Ponadto, pani Marta otrzymała okazały puchar ufundowany przez Prezydenta Miasta Gdańska, bursztynową statuetkę związaną z EURO 2012 oraz liczne upominki.

W kategorii junior największą ilość bursztynu (82,8 g) zebrała Jadzia Juwa z Gdańska. Drugie miejsce zajął Adrian Sieliwon z Gdańska (79,8 g), a trzecie Maciej Tyburcy z Torzymia (78,3 g). Młodszych uczestników uhonorowano licznymi upominkami.

Do Jadzi Juwy szczęście uśmiechnęło się po raz kolejny, kiedy w losowaniu wygrała weekendowy pobyt w gdańskim hotelu Marina Novotel.

Wyniki Gdańskich Zawodów w Poszukiwaniu Bursztynu:
w kategorii rodzinnej
I miejsce dla Dawida Hajbowicza (5 lat) wraz z tatą za wyłowienie 1311 gramów bursztynu,

w kategorii dzieci do lat 13:
dla Piotra Waszczuka za wyłowienie 970 gramów bursztynu,
dla Gabrysi Tarasiewicz za wyłowienie 860 gramów bursztynu;

w kategorii dorosłych (powyżej 18 lat):
dla Mart Pyry za wyłonienie 2451 gramów bursztynu,
dla Michała Konkola za wyłowienie 2332 gramów bursztynu.

Komisja zawodów postanowiła przyznać Marcie Pyrze Grand Prix I Gdańskich Zawodów w Poszukiwaniu Bursztynu w postaci tytanowej statuetki związanej z Euro 2012 z elementami srebra i bursztynem, autorstwa znanego gdańskiego projektanta Mariusza Drapikowskiego.

Obu imprezom o sportowo-rekreacyjnym charakterze towarzyszyły liczne atrakcje, m.in. występy zespołów "Retro Voice" oraz TKM. Gdańska Organizacja Turystyczna przygotowała liczne konkursy, w których można było wygrać m.in. wycieczkę promem do Finlandii. Na molo zostały ustawione stoiska, na których plażowicze i spacerowicze mogli zapoznać się z ofertą turystyczną Gdańska, obejrzeć wirtualną wystawę Muzeum Bursztynu w Gdańsku. Ciekawostką były pokazy inkluzji z użyciem mikroskopu oraz szlifowania i obróbki bursztynu. W namiocie w kształcie stadionu Arena Bałtycka promowano gdańskie mistrzostwa EURO 2012.

Źródło: http://www.gdansk.pl/nasze-miasto,512,12589.html

Czytając temat zauważyłem, że co poniektórzy nie za bardzo kojarzą wydarzenia w Stalkerze, a jeśli tak, to z chronologią coś się dzieje. Napisałem na szybko krótki skrót fabularny dla uporządkowania wiedzy (kto wie, może ktoś nawet dowie się czegoś nowego). Uprzedzam, że niektóre fragmenty oparte są na moich przypuszczeniach (też sam nie pamiętam dokładnie wszystkich szczegółów), więc jakby coś było źle, proszę mnie poprawić. A teraz przejdźmy do rzeczy:

Rok 2006. Dwadzieścia lat po katastrofie w Czarnobylu ma tam miejsce kolejny wybuch - istnieją pogłoski, że przeprowadzano tam tajemnicze eksperymenty. Promieniowanie radioaktywne sieje spustoszenie: ludzie i zwierzęta ulegają mutacjom, występują liczne anomalie i przerażające zjawiska. Wojsko zabezpiecza obszar w promieniu 30 kilometrów tworząc zamkniętą i doskonale strzeżoną Strefę. Dwa lata później z niewiadomych przyczyn następuje kolejny wybuch. Po kilku latach do Strefy docierają stalkerzy - śmiałkowie poszukujący artefaktów, dziwnych przedmiotów i skarbów, które chętnie kupują przeróżne organizacje.

Powstaje grupa Strieloka, która obiera sobie jedno zadanie - dotarcie do centrum Zony. Składa się ona z czterech osób:
- Strielok
- Duch
- Kieł
- Doktor
Strielok, Kieł i Duch docierają do centrum Zony nie zagłębjając się jednak do Sarkofagu. Wynoszą stamtąd rzadkie i cenne artefakty. Później następują przygotowania do kolejnej wyprawy do centrum.
W drugiej wyprawie cała trójka dociera do wnętrza Sarkofagu, gdzie natykają się na zamknięte kluczem cyfrowym drzwi. Udaje się im również dotrzeć do samego Monolitu, lecz Strielok nie zdążył wypowiedzieć życzenia - mdleje. Na szczęście Duch i Kieł ratują go i wynoszą stamtąd.
Strielok kuruje się u doktora Doktora, a następnie wyrusza do Monolitu samotnie (mniej więcej w tym momencie zaczyna się Clear Sky)
Kieł wprowadza ostatnie poprawki do dekodera skonstruowanego w celu otworzenia drzwi w Sarkofagu. Wraz z Duchem udają się do hotelu w Prypeci, by go ukryć. Przed wyprawą mówią o umiejscowieniu skrytki Doktorowi, by ten przekazał te wiedzę Strielokowi.
Kieł i Duch wracają z Prypeci. W trakcie powrotu natykają się na 3 żołnierzy frakcji Monolit. Zabijają dwóch z nich, ale trzeciemu udaje się zabić Kła. Duch chowa Kła pod pomnikiem Lenina w Prypeci po czym samotnie wraca do podziemi Agropromu, aby zostawić w schowku wiadomość dla Strieloka. Następnie zatrudnia się u naukowców w Jantarze.
Strielok dociera do elektrowni przez Zwęglacz zostawiając za sobą Szramę. Najemnik jednak przedostaje się do elektrowni i zatrzymuje Strieloka tuż przed wejściem do CNPP. Zostaje poddany praniu mózgu i włączony do projektu Świadomości-Z. Jako Naznaczony powraca w trupi arce, która zostaje zniszczona przez piorun. Naznaczony zdołał jednak przeżyć, zostaje uratowany przez nieznanego stalkera i zaniesiony do Sidorowicza.
W międzyczasie Duch zostaje zabity przez Kontrolera, tuż przy wyjściu z Laboratorium X16.
Cierpiący po wypadku na amnezję Strielok szuka wiadomości o sobie. Po jakimś czasie odkrywa, że Duch i Kieł nie żyją.
Dzięki pomocy Przewodnika, spotyka się z ostatnim członkiem drużyny - Doktorem. Ten przypomina mu jego tożsamość - zdradza mu, że to on jest Strielokiem.
Strielok po raz ostatni wyrusza do centrum Zony. Po drodze odwiedza laborki i wyłącza Mózgozwęglacz w Czerwonym Lesie. Dociera do Prypeci i odnajduje dekoder Kła. Udaje mu się trzeci już raz dotrzeć do Sarkofagu (a czwarty na teren elektrowni). Tutaj mamy do wyboru różne zakończenia, ale najlepsze wydaje się zniszczenie Świadomości-Z, a przez to Zony.

Co do dalszych wydarzeń, twórcy mogą przecież poprowadzić fabułę dalej niż wydarzenia w ShoC, gdyby uznać, że prawdziwe zakończenia także były iluzją wywołaną przez monolit (nie pasi mi ta łączka na końcowym filmiku ). Wiem, że byłoby trochę naciągane, ale zawsze jakoś można wybrnąć.
Pozdrawiam,
Mathus92

Od poczatku.

Fort 12 z magazynkiem: posterunek Kordon.

Silent Pnm, wersja zmodernizowana. Przy odrobinie szczescia trafisz na niego na złomowisku, zabijajac bandytoof nieopodal parku maszyn. Uwaga na anomalie i proemieniowanie.

Silent AK 74/2U: jeden na złomowisku przy ciele( obrona obozowiska), drugi przy sierazncie w bazie wojskowej ( kordon, misja od handlarza dotyczaca akt wojskowych)

Sybkostrzelny Cesser ( shotgun walacy seria) schowek w Jantarze. Magazyn po prawej jak tylko wchodzisz na teren gdzie jest misja X-16.

Szybkostrzelny AK 74 podziemia agropromu ( skrytka strieloka), celownik do niego dostaniesz od powinnosci ( ciecia spotykasz przy ognisku jak wypytuje bandyte) pomagasz mu uwolnic kompana ktorego prowadza bandyci i w ramach podzieki... celownik.

Desert Eagle ( elefant czy jakos tak) po zabiciu dzika masz info o jego skrytce ( sejf- PDA poda ci lokacje) w skrytce szotgun a w szafkach naboje. Jest sporo amunicji 5.56 ( przyda sie pozniej) Jesli blaszaki zamkniete, wal w zamek pojedynczymi strzalami.

Gauss za 800 ru. jak juz moofili sciema na maksa. Jesli chcesz, wal do nich od razu. A jak nie, daj mu te 800 ru a potem bedziesz mial powod do zemsty hehehe.

Rurka trafisz na ostatnim pietrze budynku przy X-18. Najlepiej wziac go po zakonczeniu, gdy wojsko przeprowadza szturm.

KArabin rodowy ( szlochajacy ziomek w barze) olej to bo blad w grze, w podanej lokalizacji giwery niet. W zasypanum tunelu (dzicz)masz za to okazje dorwac Black Kitty ( Desert Eagle tylko, ze latwiejszy w obsłudze)

Karabiny szturmowe ( Obokan i AK 74/2U) pełno ich w agropromie i przy wojakach po przejsciu X-18. ( granatniki nie do odczepienia)

SVD 2m mrk3( mozna z nim biegac) antena przy Mozgozweglaczu) Po zdjeciu ciecia masz mozliwosc dorwac go, ale trzeba szybko to zrobic gdyz promienioowanie zbyt silne.
Jesli pojdziesz tam po wylaczeniu to lipa bo juz go nie bedzie. Musialbys wytluc całe wojsko nim trafisz na kmiecia ktory ci go zwinal. Moim zdaniem szkoda zachodu. Pomimo zmniejszonej masy i tak zbyt wiele zachodu

Bulldog 6 zadanie dla Woronina. zgodnie z wskazoofkami kucharz ci zawsze prawde powie... alkohol zawsze rozwiazuje jezyk. Jesli go nie oddasz tylko postrzelasz sobie troszke to da ci lekkie poczucie wladzy. Jak cos amunicja u Wolnosci.
Jak bedziesz mial farta, zdejmij wilka ktory akurat jest w trakcie skoku na ciebie.( to samo jesli chodzi o snorka)

Skrytka przywodcy wolnosci. Nowiutki GP-37, amunicja 5.56 i 5.56 AP oraz granaty.
Prypec, jesli zabija ziomka z ktory przeprowadza szturm do hotelu. Debil prawdopodobnie zginie na samym poczatku albo w podziemnym parkingu( uwaga kilku debili monolith, potem zombi)
Gorzej jesli patafian pobiegie w strone anomaliii na lewo od wejscia do parkingu. Jesli masz wystarczajaco apteczek i refleksu, dostaniesz info i tam.

Egzo szkielet tylko w sarkofagu... 10 razu przechodziłem i tylko tam był.

Kombinezony:

Kombinezon podróznika. Zdobywasz po koleji kazdy z wymaganych przez handlarza artefakt. Meduza, Kotlet itd

Kurtka Bandytoof: skrytka nieopodal posterunku kordon. PGR po lewej. Strzel w kanister a ulatwi ci dostep.
Jesli uratujesz Kreta i cofniesz sie do Agropromu ( uw
aga... pełno wojska) masz okazje zdobyc kombinezon Monolith, albo Stroj Powinnosc

Kombinezon Naukowca ( pomaranczowy w liczbie 2) Krzyz po prawej jak wychodzisz od powinnosci i idziesz w strone magazynoof.

Kombinezon Naukowca ( zielony... najlepszy) Dostaniesz go od naukowca w jantarze, ale mozesz tez odwiedzic budynek w dziczy, przy wagonach. Trza przystawic skrzynie albo beczke do okna i wskoczyc do srodka. Nie idz na lewo gdzie masz jakies zielska bo wpadniesz w dol bez wyjscia, gdzie przelecisz przez anomalie i pozamiatane.
Idz korytazem w prawo. Pokoj po prawej sejf z kombinezonem, pokoj na koncu, sejf z artefaktami w tym kotlet i paciorek mamusi.

Uwaga na pijawki. Idac alejka kolo tego budynku natrafisz na retrospekcje. W tym czasie co ten debil bedzie ogladal cala dzicz z lotu ptaka, pijawka bedzie cie katowała i koniec. Wpierw zabij wsystko co sie rusza a potem idz ta alejka.

To by było na tyle. Jak cos mnie sie przypomni to dopisze. z reszta ludzie pisza o tym to bedzie tego co nieco.



Audycja, na którą trafiłeś do Gospoda pod Żubrem. Jest to audycja z założenia biesiadna po kaszubsku i dla kaszubów. Leci od poniedziałku do piątku, od 18 do 21. Radio Kaszebe jest skierowane do ludzi w średnim i starszym wieku - taka więc jest też muzyka podczas tej audycji. Jak to na biesiadzie nie brak muzyki iście biesiadnej, przyśpiewek czy nawet starych znanych hitów disco-polo i starych polskich kawałków: Anna Jantar, Stenia Kozłowska czy Zbigniew Wodecki. To chwile młodości wielu słuchaczy, nie oszukujmy się. Z wyśmiewaniem odmiany nazwisk polskich po kaszubsku byłbym ostrożny. Ile razy zdarzyło Ci się powiedzieć: [eurosport] czy [de es ef]? Myślę, że tak jak nazwy kanałów TV przechodzą brzmieniem na język polski, tak samo nazwiska często zmieniamy. Chodzi o to, aby dać im bardziej kaszubskie brzmienie. Jako ciekawostkę podam, że Gospoda pod Żubrem ma największą słuchalność spośród każdej innej audycji i to widać. Można zadzwonić lub napisać SMS. Każdy SMS będzie odczytany, nie ma selekcji (oprócz obraźliwych treści). Powiecie: "ok, ma największą słuchalność, a i tak nikt nie słucha Radia Kaszebe"... - bzdura. Radio Kaszebe ma największą słuchalność (lub 2 i 3 miejsce) tam, gdzie sygnał jest dobry i silny (powiat Pucki, Wejherowski, Kartuski). Pod względem słuchalności przebija zatem Radio Zet i RMF FM czy Program 1 i Radio Gdańsk.

Jestem przestraszony Twoim zdziwieniem, że w Radiu Kaszebe mówi się po kaszubsku i na antenie czyta się SMS'y "od Kaszuby". Niewiarygodne - a po co jest Radio Kaszebe? Czyż nie do rozpowszechniania języka kaszubskiego?

Radia Kaszebe nie można oceniać tylko w świetle Gospody pod Żubrem, programu który jest na antenie tylko 3 godziny. Ta rozgłośnia to przede wszystki informacja lokalna w bardzo szerokim spektrum. Lokalność czy regionalizm do tego stopnia, jakiej nie prezentuje nawet Radio Gdańsk. Z żadnej innej stacji na Kaszubach nie dowiesz się, co dzieje się w wiejskich domach kultury, jak obchodzone będą dożynki w poszczególnych gminach, na jakich burmistrzów oddać swój głos - obecnie to liczne debaty kandydatów na rządzących od Helu, Jastarni, Władysławowa, Pucka, Rumi, Wejherowa, po Kartuzy i Kościerzynę. Można wymieniać dalej.

Informacje są co ok. 55 minut, zawsze za pięć pełna godzina. Wiadomości "KLEKA" zaczynają się pierwszym wydaniem o 6:55, a kończą o 18:55 (spóźniłeś się parę minut). Do informacyjnych audycji należy doliczyć też "Codniowy audyceja - Ceż je czec?" (codzienne trwające kilkadziesiąt minut podsumowanie informacji całego dnia) albo "Sedme dni Kaszebe" (podsumowanie informacji z całego tygodnia). Do tego skróty informacji w języku kaszubskim o 12:35 i 17:35. Można dodać jeszcze informacje kulturalne: "Co słychać w Trójmieście", czy "... na kaszubach". Oprócz tego prezenterzy podają informacje te najważniejsze, bez zamykania się tylko w obszarze komentowania muzyki.

W dzień (g. 06 - 18 ) - żeby było jasne, nie ma muzyki biesiadnej - usłyszysz muzykę pop, rock i folk kaszubski (to raczej dopełnienie wynikające z małej ilości muzyki kaszubskiej pop i rock). Ten pop i rock to również nowości, a nie tylko mielenie tego samego jak w wielu innych stacjach. Nowości muzyczne m.in. wyrażane w poszczególnych piosenkach dnia (tu gatunkowo odpowiadają wieczorom w Radiu Kaszebe, o których za moment) i tygodnia. Teraz wspomniane wieczory... Wieczór w Radiu Kaszebe to coś innego niż program dzienny, czy Gospoda pod Żubrem. Postaram się wypisać, co dzieje się na antenie po 21 każdego dnia, w paśmie "Na fali Radia Kaszebe" od 21 do 23:
- poniedziałek: "Nowomodnjy Granie" (nowości prosto z wytwórni, przeróżne gatunki: pop, rock, dance, club, hip-hop);
- wtorek: "Muzyka Słowika" (prow. Michał Słowik; rock, metal od lat 70 do współczesności i początki elektroniki);
- środa: "Czas młodych talentów" (gośćmi R. K. są członkowie lokalnych: kapel rockowo- metalowych, grup popowo- rockowych itd.; nie jestem specjalistą, ale na mój gust dominuje muzyka hard rock);
- czwartek: "Twój zestaw obowiązkowy" (audycja ze spokojną, powolną muzyką, przede wszystkim niekomercyjną; klimat także iście niekomercyjny w zależności od woli prowadzącego);
- piątek: "QterClub" (trzy godziny muzyki dance, club, house i trance; nowości, klasyki, mistrzowie gatunku; jako pierwsi grubo ponad rok temu zaprezentowaliśmy wielki (bardzo komercyjny teraz, wtedy jeszcze nie) utwór Kalwi & Remi - "Explosion", czy "El ninio"; na antenie są zapomniane chyba już kawałki, takie jak: Barthezz - "On the move", "Infected", czy DJ's @ work - "Someday", "Time to wonder", bądź Svenson & Gielen - "Twisted" lub bardziej prostsze brzmienia w wykonaniu choćby Rocco - "Everybody". Ten program to również nowości, których nie będe wypisywać bo się zestarzeją i już nimi nie będą. Dodam, że część emitowanej muzyki pochodzi prosto z gramofonu, z prywatnych zbiorów prowadzącego (w tym większość w/w); ostatnia godzina programu - "QterHour" - to bardzo szybkie tempo, często to muzyka w stylu dawnych utworów grupy RMB, ale też potężny niekomercyjny trance;
- sobota "Klubowa Sobota" (muzyka na imprezę bez gadania, w g. 20-23).

Myślę, że wyczerpałem opis wieczornych propozycji programowych w Radiu Kaszebe. Dodam, że już w najbliższą sobotę 11 listopada planowana jest transmisja imprezy pod hasłem "7 Pomorskie Mistrzostwa DJ'ów". Od 21 do 3 w nocy przekaz prosto z Dąbia pod Bytowem, z dyskoteki hotelu Bismarck.

Podsumowując: jeśli ktoś jeszcze twierdzi, że Radio Kaszebe to tylko folklor kaszubski i muzyka disco polo, to jest w błędzie. Dodam, że wieczorne audycje są przeważnie w języku polskim, choćby ta piątkowa czy wtorkowa.

pozdrawiam,
Dominik Lewicki
dlev@o2.pl

"Bolek" donosił na robotników Stoczni Gdańskiej
2007-06-12 20:22

fot. Z. Furman/Wprost fot. Z. Furman/Wprost
* Pierwszy donos TW "Bolka", datowany na 1971 r., którego treść ujawnił w Internecie na krótki czas Lech Wałęsa, dotyczy zbiórki pieniędzy wśród robotników Stoczni Gdańskiej na wieńce dla poległych stoczniowców.

B. prezydent nie ujawnił jeszcze w sieci materiałów na temat "Bolka", choć we wtorek po południu były tam na chwilę zamieszczone.

Na stronie internetowej związanej z Lechem Wałęsą http://lwarchiwum.pl/ pojawiło się wejście o nazwie "Bolek", gdzie znajdowały się trzy kartki, ale po chwili zostały usunięte ze strony. Wałęsa w rozmowie z PAP zapewnił, że stało się tak, ponieważ strony były niekompletne, ale niebawem ponownie się one pojawią. Do wtorkowego wieczora b. prezydent nie opublikował dokumentów dotyczących "Bolka" i wyjechał za granicę.

Dziennikarzom udało się zachować jeden z tych trzech dokumentów. Jest to doniesienie TW "Bolka", przyjęte przez oficera SB Rapczyńskiego (brak imienia).

"W sobotę dn. 24.04. o godz. (zapis nieczytelny) przy wychodzeniu z szatni podeszła do mnie grupka ludzi w tym: ślusarz Opola, który zarzucał mi tchórzostwo i brak oddania się ludziom, którzy mnie wybrali do rady. Pytał się, dlaczego nie zbieramy na wieńce dla poległych. Ja odpowiedziałem, że powiem przewodniczącemu rady, a zresztą możecie sprawdzić sami (...)" - głosi część raportu "Bolka".

TW "Bolek" przekazuje też, że tego dnia od rana nie pracował, a ok. południa dowiedział się od Lenarciaka, że "już zbierają pieniądze i że puszczono w obieg ankietę, co do miejsc złożenia wieńcy" (pisownia oryginalna - PAP).

"Na 12 wniosków - 9 było za złożeniem ich przy drugiej bramie stoczni w miejscu poległym - pozostałe 3 za dołączeniem się do większości. O godz. 14.30 w dniu 27 zwołał zebranie Lenarciak chcąc zmienić powyższe decyzje jednak nie dało się tego zrobić" - donosi "Bolek".

I dalej: "Lenarciak zaproponował wybranie komitetu do organizacji powyższych zamierzeń, sam jednak wycofał swą kandydaturę".

Tajny współpracownik o tym pseudonimie podaje następnie skład wybranego komitetu: 1. Lech Wałęsa (w oryginale dokumentu - "Wołęsa" - PAP) 2. Szyler Józef 3. Gowlik 4. Karpiński 5. Borkowski 6. Animucki.

Portal TVN 24 opublikował we wtorek po południu zawartość wszystkich trzech kartek, które zostały opublikowane, a potem usunięte z internetu. Pierwsza jest identyczna z tą, uzyskaną przez PAP. Na następnej "Bolek" opisuje nastroje stoczniowców przed 1 maja (prawdopodobnie 1971 r. - PAP). Wyznaczone są też dla niego w związku z tym zadania. Poniższe cytaty podane są w oryginalnej pisowni.

"Najbardziej agresywny w ostatnim czasie jest Jagielski Henryk i Jasiński. Największy udział bierze jednak Jagielski, który to wysuwa kompetencje rzucenia czerwonej flagi pod trybuną i sprawy żałoby itp. Składki wynoszą średnio po 10 zł. Przy podaniu kandydatury Lenarcika rozległy się słowa, że nie warto bo to tchórz".

"Moim zdaniem zaobserwowałem, że Kierownicy Wydziałów i Dyrekcja nie są kompetentni w utrzymaniu tego kursu. Nie da się tego wyrazić w słowach, jednak można odczuć mimo, że mówią za tym kierunkiem jednak z nutą niezadowolenia. Jestem przekonany gdyby chcieli to byliby i są byli utrzymać należyty kierunek. Dostali i dostają po kieszeniach i radzi by byli starych metod. To się nie da wyrazić w słowach, jednak tak jest. Potrafią dobrać przekonywać prawidłowo i mogą przekonać ale muszą chcieć. Co z tego, że z tytułu funkcji przekazują ale nie jest to prawidłowe". Poniżej widnieje podpis Bolek.

Następnym zapisem na tej stronie jest "zadanie". Zalecenia podane są w dwóch punktach:

"1/ w dalszym ciągu ustalać nastroje i zamiary stoczniowców dot. obiektów święta 1 maja.

2/ być obecny na zebraniu wybranego komitetu organizacyjnego na Wydz-4 28.04.1971 i w sposób umiejętny nie wzbudzający podejrzeń nie dopuścić do składania wieńców w innych miejscach, a tylko przed bramą Nr 2 i na cmentarzu, jak zostało zdecydowane na zebraniu ogólnym. Również nie dopuścić do wypisywania na szarfach wieńców wrogich haseł. Po odbyciu się zebrania nawiązać łączność telefoniczną i złożyć szczegółowe relacje.

Poza tym ustalić, czy polega na prawdzie krążąca plotka o budowie trumien w Stoczni Gdańskiej, które mają być użyte w czasie 1-szego Maja. W żadnym wypadku nie wyrazić zgody - zostać przewodniczącym Wybranego Komitetu Organizacyjnego, a być członkiem i w miarę możliwości paraliżować ich agresywne zamiary".

Poniżej znajduje się zapis określony jako "Informacja".

Napisano w nim, że "spotkanie odbyło się w hotelu +Jantar+ na spotkaniu tw. Stani.. (dalej nieczytelne) się punktualnie. Doniesienie dot. nastrojów pracowników Stoczni Gdańskiej pracujących na W-4. Osoby wymienione w doniesieniu są znane grupie IV z wypadków grudniowych, ze swojej wrogiej i agresywnej postawy. Na spotkaniu tym był Kier. Gr. IV kpt Cz. Wojtalik".

Kolejnym zapisem, znajdującym się już na trzeciej stronie jest: "Przedsięwzięcie". Znajduje się tam m.in. zapis o takiej treści:" w stosunku do Szyllera, Jagielskiego i Jasińskiego przeds. uzgodnić z Kier. Gr. IV kpt Wojtalikiem, celem przeprowadzenia z ww. rozmów profilaktyczno ostrzegawczych".

Pod notatką figuruje nazwisko autora opracowania - kpt. H. Rapczyński. Na dokumencie nie ma żadnego odręcznego podpisu.

Wałęsa ujawnia dokumenty, jakie otrzymał z IPN, od niedzieli. Łącznie opublikował już ok. 800 stron. W dwóch z nich, sporządzonych przez gdańską SB w 1979 r., pojawiło się zdanie, że "w czasie pracy w stoczni był wykorzystywany operacyjnie przez SB".
Publikując dokumenty w internecie, były prezydent twierdzi, że chciał zaprzeczyć twierdzeniom m.in. Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdy i Krzysztofa Wyszkowskiego, jakoby był agentem SB o kryptonimie Bolek. Liczył, że po ich lekturze Walentynowicz i małżeństwo Gwiazdów, którzy - w jego ocenie - byli manipulowani przez SB, "przeproszą go i oddadzą odznaczenia państwowe".